A zaczęło się pod koniec wakacji 2005r. Dokładnie od momentu, w którym mój brat (Cudak) starał się przeskoczyć jakąś dużą, betonową donice. Okazało się to na tyle trudne, że nikt wówczas tego nie dokonał. Od tamtego pamiętnego dnia zaczęliśmy często chodzić "poskakać sobie po murkach". Po pewnym czasie dowiedzieliśmy się, że to, co (nieudolnie) robimy nazywa się Le Parkour. Zainspirowani kilkoma filmami zaczęliśmy chodzić na pierwsze "treningi". Od początku byliśmy bardzo ambitni, potrafiliśmy skakać po 6 godz. dzień w dzień. Skład, w jakim wtedy trenowaliśmy składał się z pięciu osób:
ja (czyli BeF), mój brat (Cudak) oraz trzej kumple Kredzio, Reevers i Franek. Trenowaliśmy tak do zimy, niestety później przerwaliśmy treningi na kilka miesięcy.
Zaraz jak tylko skończyła się zima a pogoda pozwoliła na wznowienie długo wyczekiwanych treningów, ponownie zaczęliśmy "skakać". Trenowaliśmy ucząc się nowych technik i szlifując te, które już umieliśmy. Wraz z biegiem czasu całkiem nieświadomie zaczęły się zmieniać nasze poglądy na wiele tematów związanych z Le Parkour (lecz nie tylko), oraz zaczęliśmy powoli stawać się prawdziwymi traceurami. PK stało się nieodłącznym elementem naszego życia.
W końcu postanowiliśmy założyć grupę i skakać pod jej szyldem. Nazwa "Outsiders" nie jest przypadkowa, znaczenie tego słowa jest ściśle związane z nami. Słowo to w wolnym tłumaczeniu oznacza kogoś odosobnionego, "kogoś po za nawiasem". My tacy właśnie jesteśmy, nie podporządkowani ogólnym zasadom, nie związani bezpośrednio z przyjętymi poglądami. Parkour jest dla nas odzwierciedleniem wolności i nieograniczenia, więc chcieliśmy, aby nazwa odzwierciedlała to w jakimś stopniu.
Niedługo po założeniu teamu poznaliśmy kilku ciekawych traceurów, którzy nie byli zrzeszeni w żadnym teamie. Po wielu wspólnych treningach przywitaliśmy w naszym skromnym gronie cztery nowe osoby były nimi: Wiktor (aBUduba), Maniek, Beton (brat Reeversa), oraz nasz pierwszy dobry "akro-maniak", czyli Konrad.
Przełomowym czasem dla naszego teamu był Wrzesień. To właśnie od tamtego miesiąca staliśmy się znani (w Sosnowieckim społeczeństwie PK), poznaliśmy wielu ciekawych i bardzo dobrych traceurów, oraz mieliśmy przyjemność trenować z najlepszymi.
Cichym marzeniem każdego z nas było poznanie najlepszego (w tamtym czasie) teamu w Sosnowcu (i jednego z lepszych w Polsce) mianowicie Over Risk Traceurs (ORT). Marzenie to ziściło się bardzo szybko, z czego się bardzo cieszyliśmy, ponieważ było to dla nas coś ogromnie motywującego, oraz pobudzającego do dalszych jeszcze intensywniejszych treningów.
Kolejnym prawdopodobnie najlepszym dla nas miesiącem okazał się Grudzień, ponieważ bardzo intensywnie trenowaliśmy, zostaliśmy zaproszeni na wspólny trening z najlepszymi traceurami, w najlepszych miejscach jakie są w Sosnowcu, wydaliśmy dwa (moim zdaniem) dobre filmy, oraz przywitaliśmy w teamie nowego członka (jednego z najlepszych akrobatów w naszym mieście), mianowicie Rogiego.
Minęło wiele czasu zanim zrozumieliśmy czym tak naprawdę jest Le Parkour i niestety doszliśmy do wniosku, że jako cały team nie możemy dłużej mówić, iż to co robimy to PK. Nasz team dzielił się na traceurów i akrobatów, ale po tylu latach znajomości, oraz wielu wspólnych treningach stwierdziliśmy, że nie jest ważne jak nazywa się to, co robimy. Ważne jest to, iż jest to nasza pasja i że robimy to, co tak bardzo kochamy...
Z tego właśnie powodu często to, co robimy nazywaliśmy Art of Movement, czyli "sztuką ruchu". Jest to na tyle elastyczne pojęcie, że idealnie pasuje do tego, co już tyle lat uprawialiśmy.
Na dzień dzisiejszy (2009r) team oficjalne nie istnieje. Słowo team oznacza "zespół, drużynę, grupę", a ciężko mówić, że "grupą" jest jedna osoba. Postanowiłem jednak nie rezygnować z Outsiders i trenować nadal jako członek teamu. Poświęciłem zbyt wiele, oraz związałem się zbyt mocno z Outsiders, aby teraz z niego zrezygnować.
Moje życie, mój Parkour, jest związany z Outsiders... Dla mnie nie ma PK bez Outsiders.
Tak było jeszcze do niedawna... Ale wszystko się zmieniło w połowie 2010 roku, kiedy wspólnie z moim bliskim znajomym postanowiliśmy odbudować team. Nie jest to osoba przypadkowa, ponieważ Lachon był z nami od samego początku, ale jakoś nigdy nie został oficjalnie outsiderem. Teraz wspólnie odbudowujemy to, co zostało mocno zaniedbane, oraz staramy się wspierać wszystkich trenujących w Sosnowcu. W tym właśnie celu postanowiliśmy stworzyć "Parkour Sosnowiec" i to właśnie teraz jest nasz główny projekt, który cały czas rozwijamy.
Mam nadzieję, że już niedługo będę mógł dopisać do naszej historii kilka kolejnych ciekawych akapitów...